Forum Xavier Naidoo & Söhne Mannheims Group Strona Główna Xavier Naidoo & Söhne Mannheims Group
Polskie Forum poświęcone twórczości Xaviera Naidoo i Söhne Mannheims
 
 » FAQ   » Szukaj   » Użytkownicy   » Grupy  » Galerie   » Rejestracja 
 » Profil   » Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   » Zaloguj 

"Barrikaden von Eden" jako znak kryzysu?

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Xavier Naidoo & Söhne Mannheims Group Strona Główna -> Söhne Mannheims
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kim
Moderator



Dołączył: 13 Lip 2006
Posty: 800
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Posen

PostWysłany: Pią 23:17, 13 Maj 2011    Temat postu: "Barrikaden von Eden" jako znak kryzysu?

Pozwolę sobie założyć nowy temat, bo to nie do końca jest recenzja, ale kilka dość smutnych i dla niektórych być może kontrowersyjnych uwag na temat twórczych mocy zespołu.

Będę pierwsza i na pożarcie. Tylko nie wyrywajcie mi gardłem kręgosłupa.

A więc, kochane moje, jeżeli któraś z Was się wzruszyła podczas przesłuchań, niech tego nie odbiera jako braku szacunku. Moje odczucie po przesłuchaniu tej płyty trzykrotnie jest po prostu inne, niefajne i jednoznaczne. Wysłuchałam płyty która jest nijaka i bezczelnie wyrachowana. Bazuje na schematach, które z jednej strony zawsze były znakiem rozpoznawczym Synów, ale które obecnie wykorzystane zostały świadomie i po najmniejszej linii oporu.
To płyta pełna przesłodzonych, sztampowych ballad i piosenek w umiarkowanym tempie, ocierających się o pretensjonalność.
Weź słodką melodię, wzniosły refren, dodaj oszukane smyki Floriana, wzruszającą gadkę o miłości, pokoju lub wolności, Meta podeklamuje (bo rapem już tego nazwać nie można) zamyślonym głosem bazując na słowach „braterstwo, miłość, wspólnota” (bez specjalnego przekonania) i hit mamy gotowy. Wyciągajmy zapalniczki.

Kiedyś 10-14 facetów na scenie miało naprawdę co robić. Te nowe piosenki sprawiają, że połowa ekipy chyba straszliwie się nudzi.
Jeśli to w Was budzi dreszczyk, to ja już nie wiem – może jestem zgorzkniała za bardzo. Chociaż chyba nie, bo przy ‘Paper Airplane’ Alison Krauss się dzisiaj wzruszyłam. Wzruszam się nawet jak sama sobie na gitarze ćwiczę akordy i ładnie brzmii.

Ballada za balladą. Próby ożywiena płyty pseudozbuntowanymi piosenkami (‘Hier Kommt Die Soehne’ ) byłyby wiarygodne może 10 lat temu.

To wszystko potwierdza tylko i wyłącznie gorzkie moje wnioski z Warszawy.

W Palladium wszystko niby grało, fajnie się słuchało, entuzjazm
ze strony Synów był, ale raczej związany z graniem i miłym przyjęciem.
Zabrakło mi świeżości, i prawdziwej chemii pomiędzy członkami zespołu. Przyszło mi wtedy do głowy, że to kolos na glinianych nogach w fazie rozpadu który próbuje jeszcze, ale sam nie czuje dawnego ognia, przychodzi do swojej fajnej pracy od 7-15.

Po tej płycie, która mogła zatrzeć złe wrażenie po IZON (gdzie nic poza Die Betroffenen Gebiete nie przetrwało próby czasu), stwierdzam
bez radości, że SM nie ma już niczego do zaoferowania. I nie mam na myśli nowego stylu. Mam na myśli choćby tak banalną rzecz jak momentalnie rozpoznawana charakterystyczna nuta z "Dein Leben" czy autentyczna siła i wiara płynące z "Volle Kraft Voraus".


Ostatnio zmieniony przez Kim dnia Sob 10:47, 14 Maj 2011, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kim
Moderator



Dołączył: 13 Lip 2006
Posty: 800
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Posen

PostWysłany: Pią 23:20, 13 Maj 2011    Temat postu:

Tak sobie słucham jeszcze (wieczorny masochizm).. i jeśli miałabym po kolei komentować to co słyszę, to możecie już nabijać dubeltówkę.

‘Lonely’ - sztampowa paskuda; rymy do bólu proste i przewidywalne - po
"dear" musiało być "here" a po "fear" "near". Później w ciemno mogłam oczekiwać monorecytacji Mety – jak jej nie było, to aż się zdziwiłam. Zdziwiłam się też zwrotkż Henninga, która miała najwięcej jaj i którą zaśpiewał prawie bluesowo.

‘Ich Lern Was Uber Dich’ – gdy usłyszałam falsetem o Halle Berry i Sarze Connor pogratulowałam sobie, że niemiecki znam tak słabo.

Fur Dich - tak, tak, wzruszające i w ogóle. Kolejny bezpieczny temat, żeby
wzruszyć wszystkich. Jak tak sobie 40-letni faceci nagle śpiewają o rodzicach i aniołach, to jakoś mi to nie leży. Smyki oszukane się snują, Meta szpecząco monodeklamuje. Wiadomo.

Jeżeli już mam wskazać cokolwiek, co mnie zaskoczyło charakterem, to będzie to ‘Neustart’, mroczniejsze ‘Wenn Ich Die Liebe Nicht Finde’ i utwór tytułowy (co tak wszyscy z tą techniawką ostatnio?)

Nie wiem gdzie jest zespół który nagrał ZION i NOIZ - pełne charakternych piosenek, autentycznego buntu i ideałów, zaskoczeń i nie zawsze wygładzonych powierzchni.
To nie jest ten zespół.


Ostatnio zmieniony przez Kim dnia Sob 1:18, 14 Maj 2011, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
N77




Dołączył: 23 Sty 2010
Posty: 51
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Sob 0:18, 14 Maj 2011    Temat postu:

Nie udzielałam się ostatnimi czasy na forum, ale to co napisałaś Kim, sprawiło, że poczułam nieodpartą potrzebę wyrażenia swojego zdania. Otóż, NIESTETY, high FIVE Kim. Zgadzam się z Tobą co do słowa, jednocześnie odczuwając głęboki smutek z tego powodu. Czas SM ostatecznie przeminął, czego najdobitniejszym dowodem jest ta płyta, jednakże Panowie jak się zdaje A) nie zdają sobie z tego sprawy / nie przyjmują do wiadmości B) wiedzą, ale godzą się na taką a nie inną formę realizacji artystycznej. Choć szczerze mówiąc wydaje mi się szalenie nieprawdopodobne, żeby Xavier nie dostrzegał miernoty tej płyty, biorąc pod uwagę wszystkie te genialne piosenki, które nie raz zmieniały nasz świat. Zastanawiałam się co może byc powodem takiego stanu rzeczy i sądzę, że Xavier jest już trochę 'wyeksploatowany', z tej płyty nie bije ani ogromna radość, nie ma jakiegokolwiek dreszczyku. Jak widać niekończące się trasy koncertowe dały się odczuć - ani on nie jest podekscytowany, ani my. Kiedyś wspominałam, że AKBW jako jedyna płyta Xaviera może lecieć sobie gdzieś w tle, hm, jestem w kropce, ponieważ BvE nie nadaje się nawet jako tło. Dlaczego? z prostego powodu - mój mózg od razu wyłapuje głos Xaviera i sygnalizuje mi, że coś jest nie tak, bo muzyka, tekst z wokalem włącznie są do D. i jedyne co mogę zrobić w takiej sytuacji, nie narażając się na cierpienia psychiczne to zmienić płytę. Podsumowując, BvE może zadowolić pokolenie AKBW, ale nie jest do przyjęcia dla kogoś kto w 2004 roku zakochał się w NOIZie czy kilka lat wcześniej w ZIONie.
To już nigdy nie będzie ten zespół.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ania
Moderator



Dołączył: 08 Lut 2006
Posty: 421
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: z Guadalupe

PostWysłany: Sob 8:27, 14 Maj 2011    Temat postu:

Sprawa wygląda tak, że po pierwszym przesłuchaniu - no fajnie, to znam z Wawy, to też gdzieś słyszałam, Freiheit jest naprawdę ładna, a Hier kommen die Söhne we fragmencie Mety całkiem buja.
Ale w ciągu dnia przesłuchałam jeszcze ze trzy razy. W nocy jeszcze raz - ale nie oszczędzając przycisku next: ostały się Barrikaden, HKDS, Freiheit, Neustart, a wszystkich jest 14?
Dawniej byli bardziej uniwersalni. Chłopcy się fajne bawią, gotują i dużo mówią... Byście się wzięli, posłuchali siebie sprzed lat...;/
A ta płyta po którymś przesłuchaniu to nuda... No jak bym nie chciała, Kim ma rację. A w ogóle o co chodzi z tymi wstawkami między utworami, Dymitrii itd? Jako żywo obrazki z OLiveLait stają mi przed oczyma. Takie to odgrzewane, no.
Podtrzymuję swoje zdanie - Barykady są lepsze od IZONu, ale to nie jest żaden wyczyn.


Ostatnio zmieniony przez Ania dnia Nie 16:53, 15 Maj 2011, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Inga




Dołączył: 30 Cze 2010
Posty: 181
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Sob 12:37, 14 Maj 2011    Temat postu:

O, dziewczyny ledwo żyję…
Każdy tytuł dla tych rozważań byłby dobry, tylko nie kryzys.
Ja się nie wzruszam podczas słuchania Xaviera czy Synów. W ogóle od nich tego nie oczekuję. Wzruszam się przy 99 Problems Jay Z Twisted Evil .
Przyjmę wszystko na klatę (na swą kształtną pierś Razz ), ale jednej rzeczy nigdy: nie czuję się bezczelnie oszukana, nikt mnie nie nabiera i bezczelnie nie szantażuje emocjami i odgrzewanymi tematami. Bezczelnie nabierana to ja się czuję przez Rhiannę, Lady Gagę i Linkin Park.

Co innego miałam napisać, ale napiszę tak.
1. Zion i Noiz – dzieła fenomenalne. Tak. To se ne vrati, ale na miłość boską czy oni ciągle musza nagrywać Babylon System i Jah is changing all. Już tego nie powtórzą, to chyba jasne. Poza tym oni trochę zmienili tematykę.
2. Izon - och, no tak , nie wyszło im. Nie wyszło? A Die betroffene Gebiete, a Iz on, Ich wollt nur deine Stimme..., Wenn du mich..., I'm there, This is only a beginnig, Wir wehr'n uns? To naprawdę są słabe piosenki? Rolling Eyes
3. BVE - jak dla mnie to kontynuacja tego co było na Izon, tylko jeden krok dalej. Wstawki z Dymitrim – to nie Olive Lait, tylko trochę spóźnione nawiązanie do dawnych płyt hiphopowych, dawnych czyli z 2002 roku, np. The Eminem Show. Moim zdaniem zabawne, rozbija chyba celowo atmosferę „ludu na barykady”.
4. Piosenka, dla której mogę umrzeć z miłości to Wenn ich die Liebe… - takiego uderzenia nigdy bym się nie spodziewała, byłam przygotowana na nostalgiczną balladę, a ścięło mnie z nóg. Dla mnie ten utwór to coś więcej niż muzyka i ląduje w kategorii piosenki ukochane. Otrzymuje 3. miejce w tej kategorii Cool .
5. Wir, Hier kommen die Soehne , Neustart, Freiheit, Ich tue es - jak dla mnie bardzo "synowskie", bardzo trzymające poziom, ciekawa aranżacja i oryginalna stylistyka oraz głębia (O Boże, @seeker, ten sarkazm wczorajszy jak sopel lodu w mym sercu Crying or Very sad ).
6. Für dich – piękna melodia, ale słowa drażniły mnie już na koncercie, rap Mety nieznośnie przesłodzony. Dałam zresztą temu wyraz w Palladium, he, he Twisted Evil .
7. Kill all psychopaths – koncertowo jest mocniejsza, płytowa wersja wydaje mi się trochę rozbita, tu rap Mety, tu krzyczą chłopcy, czegoś mi brakuje. Ale robi wrażenie.

Mam propozycję. Na następnym koncercie polskie fanki staną wszystkie zakładając ręce w geście nieufności i patrząc spode łba. W milczeniu słuchają kolejnych utworów ( od czasu do czasu w najmniej kreatywnych momentach buczą) i dają tym samym wyraz swojej dezaprobaty wobec kryzysu zespołu. Co wy na to? Ja mam taką wizję: zaniepokojony Xavier wnika w siebie, dochodzi do wniosku, że ma kryzys i pisze Babylon System Part II ( podtytuł Für dich, Polen).

I na zakończenie: kto by pomyślał, że Xavier i Synowie będą mieli ten sam problem, który ma Slash. Slash się skończył czy się zaczął?

Dlaczego ton tej dyskusji nadała nieznośnie egzaltowana wypowiedź z shoutboxa użytkowniczki x?

Uuuu, dopiero teraz to odkryłam. @N77: pokolenie AKBW? Mr. Green No ładnie. Wiedziałam, że jest jakaś hierachia, tylko nie wiedziałam, jak przebiega. O, a teraz już wiem Wink . Po odkryciu tej muzyki pierwszą płytą Xaviera, którą przesłuchałam było Nicht von dieser Welt, pierwszą koncertową piosenką 20 000 Meilen, a pierwszą płytą Synów było unplugged. No to powiedziałam to głośno w końcu. Ech życie, życie...


Ostatnio zmieniony przez Inga dnia Sob 12:52, 14 Maj 2011, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
seeker




Dołączył: 04 Sie 2005
Posty: 1143
Przeczytał: 1 temat


PostWysłany: Nie 13:34, 15 Maj 2011    Temat postu:

No to żeście pojechały Laughing
Ja powiem tak, po koncercie w Warszawie który mimo niewielkich oczekiwań i tak mnie zawiódł, po płycie nie spodziewałam się już niczego i się nie zawiodłam Cool
Nie przemawia do mnie argument, który już wcześniej z różnych ust słyszałam, że to co było się nie wróci, że ani Synowie, ani X tak jak kiedyś pisać nie będą... A niby czemu? Bo na stare lata im się nie chce, a kasę można zbić jadąc na starych hitach i minionej sławie?
Przecież właśnie im są starsi, więcej widzieli i przeżyli, tym lepsze powinni pisać piosenki, tym bardziej się zżyć jako zespół i tym wiarygodniej wypadać w studiu i na koncertach.
Poza tym, ileż można jechać na odgrzewanych kotletach? Tu unplugged, tam orkiestra, co będzie następne? Techno party? Twisted Evil
Po dobrym koncertowym zespole (chociaż to też już chyba przeszłość) spodziewałabym się dobrej płyty, która na koncertach zabrzmi co najmniej tak dobrze albo i lepiej. A tu mamy byle jaką płytę i jakoś to potem będzie. Zagra się sprawdzone hity, między nie wciśnie jakieś zapchajdziury z nowych płyt i bilans wyjdzie na plus.
Jedna słabsza płyta jest do przeżycia, ale jak to tak na dłuższą metę ma wyglądać, to ja dziękuję.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kim
Moderator



Dołączył: 13 Lip 2006
Posty: 800
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Posen

PostWysłany: Nie 16:15, 15 Maj 2011    Temat postu:

Zakładając ten temat dążyłam do tego, abyście mogli wypowiedzieć się na temat formy zespołu w sposób tak stanowczy i emocjonalny, na jaki macie ochotę. Ostatnią jednak rzeczą, której bym chciała, jest powrót do nonsensów o pokoleniach i hierarchii.
Jeżeli piszemy o pokoleniu AKBW, to nie po to, aby podkreślić czyjś staż na forum, czy czas odkrycia tej muzyki. Jest to raczej sposób określenia granicy pomiędzy tymi, którzy są właśnie w fazie ogromnej miłości do zespołu, a tymi którzy już tą fazę przeszli i nawet czołowe dokonania zespołu traktują bardziej z sentymentem, niż gorącym entuzjazmem. Jest to podział naturalny, występujący wszędzie, ale nie zmienia faktu że chcemy, aby wszyscy tutaj byli równi. Jeżeli ktokolwiek poczuł się tutaj zlekceważony lub wykluczony, to uważam to za osobistą porażkę całej reszty.

Spora część z nas (a tak się składa że są to głównie osoby ze starszym stażem na forum) nie odczuwa już takiego dreszczyku jak kiedyś. Nawet gdyby SM nagrało drugi 'ZION" płyta ta nie wzbudziłaby w nas totalnego wybuchu zachwytu, bo to już nie nasz czas. Na pewno jednak docenilibyśmy różnicę jakości w stosunku do tego co zaserwowano nam na "BVE".
'Wir', 'Freiheit' - oryginalna stylistyka?
Podkreślam jednocześnie jeszcze raz - nie chcemy powrotu tego co było, nie chcemy również szukania nowości i udziwnień.
Chodzi nam o autentyczność i żar, który ten zespół kiedyś prezentował, a którego obecnie nie widzimy.

Jeżeli się nie zgadzacie i nie czujecie się oszukani, w porządku.. Sarkazm niektórych z nas, potraktujcie wówczas jako niesłuszny i napiszcie o tym - po to właśnie jest ten temat. By zmierzyć się z niewygodnym pytaniem Smile


Jeżeli chodzi o Slasha, to niezbyt rozumiem pytanie. Skończył się po G'n'R gdzie był jedną ze składowych, po Velvet Revolver gdzie był założycielem, czy może próbując nagrać solową płytę z goścmi dla samego siebie? Zdawało mi się, że w przypadku SM mówimy o jednym zespole, którzy od lat gra w niemal niezmienionym składzie i którego ścieżkę kariery łatwo w związku z tym potraktować jako monolit i ciągłość.


Ostatnio zmieniony przez Kim dnia Nie 16:19, 15 Maj 2011, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sandra
Administrator



Dołączył: 29 Paź 2005
Posty: 1641
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Gliwice

PostWysłany: Nie 16:22, 15 Maj 2011    Temat postu:

Odpowiadając bezpośrednio na pytanie zawarte w temacie: Nie, płyta nie jest oznaką kryzysu.
Jak dla mnie ta płyta jest kontynuacją Iz On - a więc równie słaba, tak więc owy kryzys musiałby się zacząć w ubiegłym roku.
Nie oczekiwałam, że będzie to drugi Noiz czy Zion, bo takiego fenomenu dla mnie po prostu nie da się powtórzyć, ale oczekiwałam czegoś więcej.
Poraz pierwszy z przerażeniem odkryłam, że nie jestem w stanie odróżnić piosenek!
Tak jak na Iz On piosenki brzmiały zupełnie inaczej [pal licho, że połowy nie słucham] i po pierwszych dźwiękach jestem w stanie odróżnić je, tak tutaj na chwilę obecną nie mam pojęcia, czy leci akurat "Wir" "Lonely" "Ich tue es" czy coś tam jeszcze innego i to mnie smuci
To oznacza, że nie czuję już tego "wsłuchiwania się"

Ale nie jest katastroficznie - są tutaj perełki, a jeśli nie perełki to jakieś świecidełka, które się wyróżniają na tle tych taksamobrzmiącychbitów, o których napiszę w drugim temacie.

Zastanawia mnie tylko fakt - gdzie tu jest Tino?! Słyszałam go może jeden raz na całej płycie. Za dużo Xaviera. To miała być płyta Synków a nie Xavy i Michaela H. robiącego cały podkład na keyboardzie.

Nawet filmik na stronie głównej ukazuje, że chyba większość pracy robiła połowa muzyków - Tino zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach, Marlon najwyraźniej wybrał przygotowania do swojego solowego projektu, Bernd czy Ralf pozostali chyba zupełnie bezrobotni...

Jaki wniosek - posklejam sobie z Iz On i BvE jedną płytkę i już.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Inga




Dołączył: 30 Cze 2010
Posty: 181
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Nie 20:27, 15 Maj 2011    Temat postu:

O Slashu to było tak na rozbicie atmosfery. Po prostu pamiętam ogniste dyskusje fanów rocka (w necie i realu) na ten temat i rozbawiło mnie zestawienie tych rozważań z kryzysem SM.

Mnie się ta BVE podoba, ale absolutnie nie zamierzam nikogo przekonywać do swojego zdania ani tym bardziej upierać się przy jej genialności. Genialna nie jest. Jak dla mnie jest bardzo przyzwoita: parę świetnych piosenek, parę dobrych, dwie śmiertelnie nudne. Fajnie jest po prostu tak sobie na luzie pogadać o tym i o owym: to mogli zrobić lepiej, to im wyszło fajnie, to jest do niczego, to jest mocne. I tyle.
Nie rozumiem tego tonu rozdzierania szat, może inaczej: rozumiem krytykę płyty i poszczególnych piosenek, nie rozumiem, dlaczego ogłaszacie apokalipsę Confused (oczywiście, celowo przejaskrawiam).
No tak: wolność, miłość, braterstwo, wyciągamy zapalniczki. To ryzykowne, przyznaję. Krzywię się jak słyszę niektóre tytuły piosenek SM czy XN, niektóre teksty, ale oni śpiewają o tym całkiem udanie. Nie chcę mówić, co sobie pomyślałam jak usłyszałam tytuł tej nowej płyty. Ale się wybronili. Mnie zawsze trochę peszy w SM ta bezpośredniość w mówieniu o wartościach i zagrożeniach społecznych. Niektóre utwory na ich płytach są dla mnie nieznośne ze swym naiwnym socjologiczno-romantycznym podejściem. Ze zdumieniem i z trudem również przyjmuję teorie o Zion i Armageddon. Nie całkiem tego wydaje mi się klip do UWEL, mam problemy z wysłuchaniem nabrzmiałych od dźwięków piosenek Zionoizion czy Koenig der Koenige. Ale nie mam wrażenia, że oni grają nami jako słuchaczami, czasami przesadzą, czasami im się coś nie uda, ale dla mnie ciągle jest w tym wszystkim autentyczność. I jakaś uczciwość.
Jeśli we Freiheit nie ma autentyczności, to chyba ogłuchłam.
Jeśli w słowach "staring at my enemy" nie ma żaru, to chyba straciłam czucie.

Nie najgorsze są recenzje na temat tego albumu. Trochę uwag na temat odmiennych i zaskakujących podkładów, trochę o tym, że mocno "idą w politykę", zabawna uwaga typu: można to uważać za straszne, piękne albo strasznie piękne, trochę o tym, że za dużo słabych piosenek, ale też sporo określeń typu: dynamiczna, poruszająca, motywująca. Trochę złośliwych uwag, ale raczej w stylu: a ci dalej swoje Wink .

Oj, Kim, ładnie to napisałaś o tych pokoleniach, ale przyznaj, że podłożem tego kategoryzowania nie było to, co Ty tak zgrabnie ujęłaś. Jestem chyba jedną osobą na tym forum w kółko i w kółko opowiadającą za jak genialne dzieło uważam AKBW, więc oczywiście wzięłam to do siebie i odczytałam jednoznacznie: "Ja słucham tego 10 lat, co ty możesz wiedzieć na ten temat. Tobie się podoba, bo nie jesteś w stanie zrozumieć, czym było przesłuchanie w 2004 NOIZ". Ok, pochylam się z szacunkiem i z zazdrością, do końca życia będę żałować, że tak późno to wszystko odkryłam, ale moje przesłuchanie tych płyt parę lat później, chyba nie umniejsza mojego wyznania wiary co do ich genialność. Ani nie powoduje, że jestem niewiarygodna w pozytywnej ocenie BVE Sad.

To trochę nieuczciwie stawiać sprawę w ten sposób: dla prawdziwych fanów obecna płyta jest nie do przyjęcia. To takie protekcjonalne podejście: a ta jak zwykle zachwycona, bo, wiadomo, zakochana w Naidoo Razz . Strasznie to zniechęcające.
Był taki hinduski film, w którym jak żona chciała się sprzeciwić, to mąż mówił z pięknym, ciepłym uśmiechem, delikatnie przytrzymując jej rękę: "Sza, kochanie, powiedziałem".
No więc poczułam się jak ta żona.


Ostatnio zmieniony przez Inga dnia Nie 20:41, 15 Maj 2011, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kim
Moderator



Dołączył: 13 Lip 2006
Posty: 800
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Posen

PostWysłany: Pon 13:31, 16 Maj 2011    Temat postu:

Inga napisał:
Fajnie jest po prostu tak sobie na luzie pogadać o tym i o owym: to mogli zrobić lepiej, to im wyszło fajnie, to jest do niczego, to jest mocne. I tyle. Nie rozumiem tego tonu rozdzierania szat, może inaczej: rozumiem krytykę płyty i poszczególnych piosenek, nie rozumiem, dlaczego ogłaszacie apokalipsę Confused (oczywiście, celowo przejaskrawiam).


Właśnie dlatego założyłam nowy temat, bo chciałam wyjść poza samo omawianie płyty i poszczególnych piosenek - uważam tą płytę, koncert warszawski oraz nawet płytę poprzednią za oznakę czegoś więcej i chciałam wiedzieć jaka jest Wasza opinia.


Cytat:
Ale nie mam wrażenia, że oni grają nami jako słuchaczami, czasami przesadzą, czasami im się coś nie uda, ale dla mnie ciągle jest w tym wszystkim autentyczność. I jakaś uczciwość.


I to jest właśnie ta opinia Smile

Cytat:

Oj, Kim, ładnie to napisałaś o tych pokoleniach, ale przyznaj, że podłożem tego kategoryzowania nie było to, co Ty tak zgrabnie ujęłaś.

Tego nie wiem - za innych nie ręczę. Wiem natomiast, że osoby z którymi rozmawiałam na ten temat, unikają podkreślania podziału na nowych i starych i dbają o atmosferę (ciesząc się że będzie miał je kto zastąpić jak już im zupełnie uczucie do Xaviera i Synów zdechnie). Interpretacja zależy więc od osoby.

Na marginesie powiem tylko, że sama zaczęłam słuchać Synów od 'The Power Of The Sound', kiedy na ZION-ie leżał już od kilku lat kurz.

Cytat:
To trochę nieuczciwie stawiać sprawę w ten sposób: dla prawdziwych fanów obecna płyta jest nie do przyjęcia. To takie protekcjonalne podejście: a ta jak zwykle zachwycona, bo, wiadomo, zakochana w Naidoo Razz. Strasznie to zniechęcające.


Nie dla prawdziwych fanów. Raczej dla fanów, którzy dawniej widzieli jakby coś innego. Jeżeli jakiekolwiek protekcjonalne podejście się nas trzymało, to powinno już dawno odpłynąć w niebyt gdy zobaczyliśmy że nie postrzegacie tej płyty zupełnie bezkrytycznie i widzicie jej słabsze punkty.

Tak czy inaczej, piszcie śmiało. A Tobie Inguś przyznam, masz przysłowiowe jaja.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Inga




Dołączył: 30 Cze 2010
Posty: 181
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Pon 19:46, 16 Maj 2011    Temat postu:

Nie powiem, miło jest przeczytać, że się ma jaja Mr. Green.

Sama jestem zaskoczona swoją reakcją na BVE. I do głowy mi nie przyszło, że pójdę w związku z jej obroną na barykadę Razz . Po próbkach zadałam pytanie frontmanowi: Xava, chyba sobie ze mnie żartujesz? Co to ma być? (telepatycznie zadałam). Po tych dłuższych próbkach, trochę mnie ruszyło. Słuchając już płyty - płynęłam. Boże, nie wiem dlaczego aż tak, piosenka po piosence, ta energia, miejscami znienawidzone przeze mnie electrobiciki (chyba mnie Cassandra zahartowała Wink ), ale pomyślałam: to nie jest złe, chłopaki trzymają rękę na pulsie, jakieś nowe otwarcie (i w tym sensie to, co było, nie wróci).

Kim (na drugie Melissa, jak się domyślam?), mam nadzieję, że ktoś Cię już poinformował, że oprócz stawiania spraw na ostrzu noża tak, że drugiej stronie brak tchu, posiadasz talent koncyliacyjno-negocjacyjny? Jak nie, to informuję.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kim
Moderator



Dołączył: 13 Lip 2006
Posty: 800
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Posen

PostWysłany: Pon 21:42, 16 Maj 2011    Temat postu:

To żeśmy sobie pomaślaniły teraz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Xavier Naidoo & Söhne Mannheims Group Strona Główna -> Söhne Mannheims Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
subMildev free theme by spleen & Programosy
Regulamin